Finał, Finał i po Finale. Każdy widział, co się działo, każdy też widział, jak w tym zakręconym pogodowo kraju zareagowali ludzie – jak zawsze – fantastycznie i cudownie. I za to największe dzięki!
Po raz kolejny, już bez względu na ilość zebranych pieniędzy, Polacy doskonale się bawili, świetnie chłonęli radosną atmosferę i przypominali sobie, że to już osiemnaście lat grania Orkiestry! Nie raz na Finale słyszałem: Jurek, ile wspaniałości wydarzyło się przez ten czas!
A jak było u nas? My wzruszaliśmy się, kiedy przychodzili Ci, których Orkiestra „leczyła” i ratowała im życie. Wzruszaliśmy się tymi, którzy grali z nam i wiele lat temu, a na XVIII Finale przyprowadzali do studia swoje dzieci.
Dziękowaliśmy komuś (bo nawet dzisiaj nie sposób przypomnieć sobie nazwy tej firmy), kto w trosce o moje gardło na wejściu po prostu zmiażdżył wszystkich konkurentów w licytacji Złotego Serduszka nr 1. I tak poszło – jeden głos, jedna kwota. Bezkonkurencyjny 1 110 000 zł. Absolutny kosmos!
Policja była przyjazna, żandarmeria miła. Nawet chyba pociągi się nie spóźniały, a jeżeli już, to przyjmowano to z uśmiechem na twarzy.