Wiosna za oknem, piękne słońce, robi się coraz cieplej, nastrój coraz bardziej optymistyczny. I w aptece jakby trochę drgnęło. Coraz więcej pacjentów uskarża się na przesilenie wiosenne. Czują rozdrażnienie, wieczne osłabienie, odpływ energii życiowej i spadek odporności. Ja polecam im lekką zmianę zarówno trybu życia jak i diety, które warto suplementować preparatami aptecznymi. Są to specjalnie skomponowane zestawy witamin i minerałów wraz z żeń- szeniem , który powinien dodawać przysłowiowego „kopa”. Należy zmienić dietę na bardziej lekkostrawną, zrezygnować z tłustych, treściwych posiłków na rzecz warzyw i owoców. Pogoda za oknem powinna mobilizować nas wszystkich do spacerów, jazdy na rowerze. Ja zamierzam kupić sobie rolki i nauczyć się na nich jeździć !
Ostatni wpis był strasznie nostalgiczny. Postanowiłam , że dziś umieszczę kilka zabawnych historyjek , które miały miejsce naprawdę w naszej aptece, bądź utkwiły mi w pamięci z opowieści koleżanek po fachu - tzw. Humor aptekarski.
Przychodzi pani do mnie i mówi :
- Poproszę Lipton
- ?
- No... Lipton 1000
- Jaki Lipton ? Tu nie sprzedajemy herbat...
- Pani magister, no wie pani, ta maść Lipton 1000. (Pani chodziło o Lioton 1000)
Innym razem Pacjent prosi: Poproszę o tę marchwiankę, no tę jak jej tam Hip Hop? (chodziło o kleik Hipp Ors)
Dziś zdębiałam-otwieram lokalną prasę, pobieżnie czytam nagłówki artykułów i nagle wzrok mi utkwił w nazwisku na jednym z nekrologów- „to nasz pacjent, pan Władek, przychodził tu tak często” . Zrobiło mi się strasznie smutno, przykro i wywołało falę przemyśleń nad kruchością ludzkiego życia. Odchodzimy za szybko, bez pożegnania, zostawiając po sobie wiele nieskończonych spraw. Pomyślałam sobie o panu Władku, że był taki pogodny, taki energiczny, zawsze jakiś żarcik powiedział, często częstował słodyczami. Nic nie zapowiadało tego, że tak z dnia na dzień odejdzie. To się stało tak nagle. Wspomniałam tych wszystkich pacjentach , których już nie ma, którzy już nigdy nas nie odwiedzą. Z racji tego, iż nasza apteka mieści się na osiedlu dość licznie zamieszkanym przez ludzi starszych to coraz częściej słyszymy o śmierci znanych nam zza aptecznej lady osób. Przypomniałam sobie również o sympatycznym starszym małżeństwie , które zawsze trzymając się za rękę przychodziło do nas po leki. I to właśnie pani sprawiała wrażenie osoby bardziej schorowanej, znacznie więcej leków niż mąż wykupywała. Jednego dnia przyszła do apteki sama, ubrana na czarno i zaczęła wyrzucać do pojemnika na leki przeterminowane całe mnóstwo fiolek, blisterów…..reszty się już sama domyśliłam.
Dziś tak nietypowo zacznę wpis. Podam Wam przepis na pyszne ciasto marchewkowe , na punkcie którego oszalała ostatnio moja rodzina. Niezwykle proste w przyrządzeniu ,a jakie smakowite jednocześnie.
- 2 szklanki cukru
- 4 jajka
- 2 szklanki mąki tortowej
- 1 łyżeczka cukru waniliowego
- 2 łyżeczki proszku do pieczenia
- 2 łyżeczki sody
- 1 ¼ szklanki oleju
- 1 łyżeczka cynamonu
- 1 łyżeczka startej gałki muszkatołowej
- 2 szklanki startej na małym oczku marchewki
- Ewentualnie garść śliwek suszonych, migdałów lub wiórek kokosowych
- Polewa z białej lub ciemnej czekolady do polania wierzchu
Przygotowujemy następująco : jajka ucieramy z cukrem na białą puszystą masę, następnie dodajemy przesianą mąkę, proszek do pieczenia, sodę, cukier waniliowy, cynamon i gałkę oraz olej. Na koniec dodajemy marchewkę i ewentualne bakalie. Pieczemy 55 min w temp. 180 st.
Ostatnio poleciłam ten przepis stałej pacjentce- przemiłej starszej pani. Kilka dni później przyszła zachwycona mówiąc że jej mąż nie mógł uwierzyć że w tym cieście jest marchewka, bo dałby sobie głowę uciąć że to piernik :)
Pacjentów nadal mało, koniec miesiąca zapowiada się niezadowalająco jeśli chodzi o finanse. Jedyne co mnie pociesza to fakt , że wszyscy znajomi z branży narzekają, ale jednocześnie pocieszają nawzajem że być może w lutym będzie lepiej. Musi być lepiej!!! Nie może mi zabraknąć optymizmu, co to za panie magister w aptece , które obsługują pacjentów w depresyjnym nastroju. To właśnie pacjenci oczekują od nas byśmy im odrobinę nadziei na poprawę ich stanu zdrowia dawały. Ferie już za nami, pogodę mieliśmy prześliczną, stoki zaśnieżone, dzieciaki zaczęły się uczyć jeździć na nartach, my również nie próżnowaliśmy na stoku. Na szczęście altacet i bandaże nikomu nie były potrzebne, a jedynie maści na obolałe od wysiłku mięśnie. Teraz już na własnej skórze przetestowałam , które smarowidła są skuteczne a które nie na bóle mięśni. I kask się przydał, bo kilkukrotnie przy upadku ochronił głowę. Radzę wszystkim dorosłym narciarzom i snowboardzistom (bo na szczęście u dzieci to obowiązek) zaopatrzyć się w kaski.
Półmetek pierwszego miesiąca nowego roku za nami -jak ten czas leci. Mam już za sobą pierwsze rozliczenie z NFZ-em według nowych zasad, najadłam się sporo nerwów, gdyż bałam się że sobie nie poradzę, że coś pomylę-na szczęście wszystko w najlepszym porządku. Tylko mało ludzi do nas zagląda-w momentach kiedy się nudzę (wiem, nie powinnam pisać że w pracy się nudzę) zaczynam wymyślać kolejne powody takiej sytuacji : a to że porobili zapasy w końcówce roku, a to że lekarze nadal strajkują i pacjenci niechętnie odwiedzają przychodnie i apteki, a to że media przedstawiają nową ustawę w negatywnym świetle, a to że ludzie nie mają pieniędzy po Świętach, a to że są ferie… No właśnie - ferie - już się nie mogę ich doczekać. Jedziemy rodzinnie ze znajomymi w góry, mam nadzieję że śniegu i słońca nie zabraknie. Muszę tylko pamiętać o niezbędnej apteczce na zimowy wyjazd: leki przeciwbólowe, przeciwgrypowe, coś na ewentualne kontuzje na stoku czyli altacet, opaski elastyczne, plastry, no i kremy zabezpieczające przed promieniowaniem UV oraz wiatrem i zimnem.
Brrrrr....... niech ta zawierucha związana z wejściem w życie nowej ustawy już się skończy. Już mam pomału dość, a to dopiero początek miesiąca. Lekarze się pobuntowali i wszędzie na receptach wstawiają pieczątkę Refundacja do decyzji NFZ, zrzucając na nas obowiązek sprawdzenia czy pacjent jest ubezpieczony czy nie. Wydłuża nam to znacznie czas obsługi pacjenta, nie jest przyjemne zaglądanie komuś w druk RMUA, bieganie do kserokopiarki i powielanie dowodów ubezpieczenia, czy kasowanie od pacjeta 100% wartości leku. Na szczęscie pacjenci są wyrozumiali, ze spokojem okazują wszelkie wymagane dokumenty i szczerze nam współczują tej medialnej nagonki. Niebawem zaczynają się ferie - czas zimowego wypoczynku. Narciarzom i snowboardzistom przypominam o zaopatrzeniu się w kremy ochronne z filtrem UV, preparaty na obolałe mięsnie (najlepiej maści rozgrzewająco-przeciwbólowe) oraz o racjonalnym odżywianiu się. Nie zapominajmy o pożywnych śniadaniach i zwiększeniu ilości ciepłych posiłków gdy temperatura spadnie sporo poniżej zera.
Święta,święta i po świętach. Wszystko co dobre szybko się kończy. Tym bardziej ciężko mi było wracać do codziennego wiru pracy, bo wielkie zmiany tuż tuż. Ludzi w aptece naprawdę mnóstwo. Jak mawiają zbieramy teraz prawdziwe żniwo. Byłam na zebraniu z Izby Aptekarskiej, chyba będziemy protestować,bo minister zdrowia chyba nie planuje wziąć pod uwagę naszych farmaceutycznych postulatów. Pacjenci tez się niepokoją i pytają nas co to będzie po Nowym Roku. Sama boję się pomyśleć, choć z drugiej strony liczę na lojalność pacjentów.Tak wielu z nich przychodzi do nas, bo nas lubi,bo otrzymują od nas i fachową poradę,proste wyjaśnienie niezrozumiałych ordynacji lekarskich,bo często proponujemy im tańszą alternatywę, bo znamy ich choroby, leki które zażywają - jednym słowem opieka farmaceutyczna w pełni tego słowa znaczeniu. Moje myśli tymczasem uciekają już do sylwestrowego wieczoru,który spędzę w gronie znajomych na balu. Już się nie mogę doczekać. Do zobaczenia po Nowym Roku.
Święta za pasem.Nie dość ,że w domu czeka mnie mnóstwo przygotowań-uszka,pierogi,pyszne ciasto marchewkowe za którym wszyscy przepadają,to jeszcze prezenty nie kupione do końca,a i w pracy urwanie głowy. Media chyba niepotrzebnie nakręcają nagonkę wokół ustawy refundacyjnej, i ludzie wpadają w popłoch i robią ogromne zapasy leków. Takich kolejek dawno nie widziałam w naszej aptece. Najgorsze jest to,iż hurtownie tez zaczynają mieć braki w asortymencie,i często muszę odesłać pacjenta z kwitkiem. Sama tez się obawiam zmian które czekają nas po Nowym Roku-czy będziemy mieć większy ruch,więcej pacjentów? Czy będziemy posiadać nadal atrakcyjną ofertę cenową dla pacjentów? Czy pacjenci będą lojalni i pozostaną wierni? Które leki zdrożeją,a które potanieją? Jedna wielka niewiadoma... A do tego podpisywanie przez apteki niekorzystnych naszym zdaniem umów z NFZ-em i groźba ewentualnych kar. Zmieniając temat przypominam o zadbaniu o swój przewód pokarmowy w czasie Świąt. To taki czas w roku,kiedy przestajemy liczyć kalorie, bez opamiętania się opychamy pysznościami. Pamiętajmy by w każdym domu znalazły się leki na dolegliwości gastryczne: verdin,raphacholin, Espumisan,herbatki trawienne.Zachęcam również do poobiednich spacerów. Wesołych Świąt :)
Kolejny sweterek nie w moim guście, znów te same zabawki, książka, której tematyka mnie nieszczególnie interesuje, kosmetyki, które uczulają - to częste spostrzeżenia poświąteczne i smutne miny z powodu nietrafionych prezentów. A Święta tuż tuż i może warto w tym roku bardziej przemyśleć co komu chcielibyśmy podarować w ten szczególny dzień.
Coraz częściej kupujemy prezenty w aptece-to z roku na rok rosnąca tendencja. Zdrowie, dobra kondycja fizyczna i siły witalne to aspekty życia, które często w codziennej gonitwie traktujemy po macoszemu. Im bardziej bagatelizujemy sprawy z tym związane tym dotkliwsze odczuwamy później skutki. Decydując się na zakup upominku w aptece mamy poczucie, że ofiarujemy komuś zdrowie, przy okazji taki prezent ma wymiar praktyczny.
Jako kryterium doboru prezentu z półki aptecznej powinniśmy wziąć pod uwagę wiek ale tez i indywidualne preferencje osoby.
Dla osób starszych polecamy szczególnie preparaty płynne wzmacniająco -tonizujące np. Doppel Herz Energovital , Biovital, Vita- Buerlecithin. Dwa pierwsze zawierają m.in. witaminy, minerały i wyciągi roślinne, które poprawiają pracę serca,wzmacniają kondycję układu krążenia i nerwowego, opóźniają procesy starzenia, trzeci poza witaminami zawiera głównie lecytynę, która pomaga zwiększyć koncentrację, zdolność kojarzenia i zapamiętywania. Do wyboru są wersje klasyczne, bezcukrowe i bezalkoholowe, przeznaczone dla cukrzyków i osób z nadciśnieniem. Alternatywą dla preparatów w postaci płynnej są suplementy w postaci tabletek. Oprócz pełnego składu witaminowo-mineralnego często zawierają w swoim składzie dodatkowe komponenty nadające kompleksowość terapii. Są to m.in. żeń-szeń, o działaniu poprawiającym aktywność fizyczną, luteina działająca dobroczynnie na oko, kwasy Omega 3, działające przeciwmiażdzycowo. Do takich preparatów zaliczamy: Bodymax, Geriavit, Centrum, Vigor, Revitaben.
Dla najmłodszych pociech apteki również przygotowały moc uciechy. Wybierać można spośród preparatów typowo witaminowych, często zaopatrzonych w gadżet dla malucha, np. Marsjanki, serie Vigor, Multi Sanostol, jak i poprawiających odporność np. Bioaron.
Ciekawym pomysłem na świąteczny podarunek może być zakup kosmetyków typowo aptecznych. Są to tzw. dermokosmetyki, przebadane dermatologicznie, zawierające substancje biologicznie aktywne. Skuteczność ich działania jest z reguły lepsza. W okresie świątecznym firmy przygotowują specjalne serie, z dołączonymi próbkami, mini wersjami, często gwarantują również eleganckie zapakowanie prezentu.
Warto rozważyć zakup trwalszego prezentu - ciśnieniomierza (polecamy naramiennie, które mają wyższą precyzję pomiaru niż nadgarstkowe), inhalatora dla chorowitego malucha, czy termometru do ucha lub na czoło.
W aptekach można liczyć na fachową pomoc w doborze podarunku świątecznego, życzymy więc powodzenia i odrobiny spokoju w tej przedświątecznej gorączce :)
Ostatnio apteki zalewa fala kolejnych nowych, mających czynić cuda suplementów diety. Widać że przemysł farmaceutyczny pomimo niewesołych nastrojów w aptekach ma się zgoła inaczej. By być na bieżąco z wszystkimi nowinkami na rynku trzeba czytać nie tylko prasę branżową, ale przede wszystkim z reklamami w mediach. Wśród naszych pacjentów są zwolennicy jak i zagorzali przeciwnicy suplementów diety. Ja również podchodzę do nich ostrożnie, gdyż nigdy nie mam pewności, że to co producent podaje na ulotce lub opakowaniu jest adekwatne do rzeczywistego składu produktu. A to wszystko przez to, że suplementy diety podlegają znacznie mniej rygorystycznym wymogom w momencie wprowadzania ich w obrót niż leki. Z drugiej strony nie można wszystkich suplementów wrzucać „do jednego worka” i negować ich skuteczności, dlatego zdrowy rozsądek w ich doborze zalecam każdemu z naszych pacjentów.
Nie od dziś wiadomo, jak bardzo korzystna dla naszego zdrowia jest symbioza z naturą. Spacery na świeżym powietrzu, spożywanie warzyw i owoców, kojące działanie ziół. Czy mamy jednak świadomość, jak bardzo natura może pomóc nam w pielęgnacji naszej cery, włosów? Jest to temat, którym ostatnio bardzo się zainteresowałam i postanowiłam podzielić się z Wami tym, co wyczytałam i przetestowałam na sobie.
Źródłem mojej nowozdobytej wiedzy okazał się być oczywiście Internet. Znalezienie przepisów na przygotowanie naturalnych odżywek czy maseczek do włosów nigdy nie stanowiło problemu. Początkowo natknęłam się na peeling miodowo-solny. Nazwa brzmi dość interesująco, produkty kompletnie odmienne w smaku, ale efekt… fantastyczny! Przygotowanie mikstury jest bardzo proste - do 3 łyżek miodu dodajemy łyżeczkę wody i 1-3 łyżeczek soli (w zależności od tego, jak mocne działanie peelingu chcemy osiągnąć). Tak przygotowany preparat nakładamy na wilgotną twarz, masujemy skórę kilka minut, po czym zmywamy - czyli tak, jak działamy z każdym peelingiem. Naprawdę nie musicie długo czekać na efekt. Dotychczas zastosowałam tę miksturę 3 razy i naprawdę mogę powiedzieć, że moja cera zyskała dużo lepszą kondycję.
Koleżanki skarżą mi się na swoje oczy. Jednej przeszkadzają zaczerwienienia, drugiej przerażają sińce. Trudno jest zlokalizować problem, ponieważ ma on często indywidualny charakter. Przyczyny mogą być uwarunkowane genetycznie lub stanowić objawy jakiejś choroby np. układu limfatycznego.
Jednak w większości przypadków brzydka skóra wokół oczu i przekrwione gałki to skutek dotychczasowego trybu życia, sygnał by się o siebie zatroszczyć. Patrzysz sobie w oczy i widzisz tam wszystko. Stres, pracoholizm, przepłakane noce. Może czas zrezygnować z kawy, czarnej herbaty, papierosów i śmieciowego jedzenia. Picie wody niegazowanej oczyszcza organizm z toksyn i rozjaśnia kolor skóry. Ważne też by się wysypiać i przebywać na świeżym powietrzu. Codzienny półgodzinny spacer, a zwłaszcza sport zapobiega niedotlenieniu. Kosmetolodzy natomiast polecają żel ze świetlika. To niedrogi naturalny preparat, który świetnie wpływa na skórę oczu. Odradza się stosowanie intensywnych kremów rozświetlających. Skóra pod oczami jest wybitnie delikatna, a traktowanie jej za silnymi kremami, mimo dobrych chęci skończy się uszkodzeniem powierzchni. Dlatego warto sięgać tylko i wyłącznie po kremy o nieagresywnym działaniu. Najlepiej jeśli w ich skład wchodzą: witamina K, retinol, kwas askorbinowy, eskulina, kwas hialuronowy, wyciąg z kasztanowca, propolis, arnika.
W trosce o oczy trzeba przemeblować swoje miejsce pracy. Monitor komputera powinien stać pod światło. Odbijające się od niego promienie słoneczne dodatkowo drażnią siatkówkę oka. Jeśli pracujemy na komputerze w nocy zostawmy zapalone światło. Kontrast jaki wytwarza się między ciemnością pomieszczenia, a jasnością monitora jest dla oczu wielkim wysiłkiem do pokonania. Sam monitor natomiast, powinien być ustawiony w odległości 40-50 centymetrów od twarzy. Jako użytkownik komputera, trzeba mieć świadomość, że podczas pracy częstotliwość mrugania spada o 25 %. Dla własnego dobra powinniśmy co 10 minut odrywać wzrok od monitora, zamknąć oczy i patrzeć w dal. Z kolei co godzinę wypadało by wstać sprzed komputera i przejść się chociaż do drugiego pokoju. Nie wiele osób wie również, że czytanie w pozycji leżącej jest niewygodne dla oczu. Dochodzi bowiem wtedy do ucisku na gałki oczne, przez co czytanie męczy je szybciej.
Jeśli powyższe rady nie pomogą trzeba skontaktować się z lekarzem. Niezbędny jest podstawowy zestaw badań krwi i moczu. Być może to zwykła infekcja, anemia lub pasożyt. Jednak niewykluczone, że chorujecie na toksoplazmozę, nerwicę, zapalenie jelit lub nerek.
Niezależnie od tego czy nasze oczy są zmęczone czy chore to zawsze należy pamiętać o higienie zdrowego życia. Powtórzę zatem te genialnie proste wskazówki: 8 godzin sny, jadłospis nieprzetworzony chemicznie, woda, uśmiech, świeże powietrze, ruch. Siła tych porad tkwi w ich prostocie. Każda rzecz o jednoskładnikowej budowie, lepiej spełnia swoją funkcję niż wielozadaniowa hybryda. m banalniejsza metoda, tym lepszy skutek.
Zaczyna się okres jesienny, roślinny zamierają i kumulują soki na zimową wegetację. Wydawać by się mogło, że alergolodzy również się zahibernują na ten okres, ponieważ ich pacjenci są zamknięci w ciepłych domach z dala od pyłków. Nic bardziej mylnego. Każda pora roku to inny sezon alergiczny. Okres jesienno-zimowy to czas walki z roztoczami. Alergeny roztocza to unoszące się w powietrzu odchody i martwe ciała roztoczy. Wdychamy je każdego dnia ale rzadko zdajemy sobie sprawę z ich istnienia. Są one mikroskopijne, ale niszczą domowe życie alergików. Wielu z nich zastanawia się, czy może jednak się wyprowadzić z domu. Nie trzeba tego robić, ale przystosowanie domu wymaga od mieszkańców poświęceń.
Przede wszystkim należy regularnie oczyszczać dom z zarazków, grzybów i alergenów. Temperatura w domu nie może przekraczać 24 stopni Celcjusza. Najbardziej strategicznym punktem jest dobra wentylacja w kuchni i łazience. Jest to środowisko mokre i ciepłe, która sprzyja rozwijaniu się roztocza. Co tydzień należy sumiennie ścierać kurz mokra szmatą. Nie zapominajmy, że osiada on również na roślinach. Aby uniknąć dostawania się kurzu do domu, poleca się wieszanie gęstych firanek, które trzeba prac co dwa tygodnie.
Wystrój pomieszczeń również można dostosować do potrzeb alergika. Polecić należy podłogi z paneli lub drewna bez dywanów czy wykładzin, w których uwielbiają żerować roztocza. Jeśli już uprzemy się aby pokryć podłogi czymś miękkim należy o nie szczególnie dbać. Pranie dywanów w hipoalergicznym proszku, w temperaturze 60 stopni Celcjusza skutecznie zabija roztocza. W kwestii mebli nie można pozwolić sobie na wielką ekstrawagancję otwartych półek i bibelotów. Szafki i regały powinny być zamykane, a gabloty przeszkolone. Zabezpiecza to przed gromadzeniem się kurzu. Najlepsze obicie mebli wypoczynkowych to skóra lub winyl. Jeśli zależy nam na czymś ciepłym do siedzenia, można użyć bawełnianych powłoczek, które należy prac co tydzień. Jest to jednak kłopotliwe. Ta sama zasada dotyczy dbania o poduszki. W sypialni wymieniamy kołdry i poduszki. Pierzyny z ptasim piórem są niedopuszczalne. Lepsza jest łagodząca kołdra z lanoliną. Pościel powinna być syntetyczna, atłasowa lub bawełniana. Obecnie niektóre kołdry i poduszki wypełniane są kuleczkami ze środkiem bakteriobójczym. Materac alergika musi być odporny na wilgoć i pozwalać na cyrkulacje powietrza. Świetnie sprawdza się tutaj prześcieradło membranowe.
Minimalistyczny wystrój to maksimum komfortu alergika. Im mniej ozdób i gadżetów tym lepiej. Kurz nie ma na czym osiadać, a roztocza nie maja gdzie się zadomowić. Zdaję sobie sprawę, że życie bez ozdobników jest mniej przyjemne, mniej urozmaicone. Aczkolwiek należy pamiętać, że nasze zdrowie i samopoczucie jest najpiękniejszą ozdobą.
Cały rok czekam na letnią labę w promieniach słońca. Wypoczynek w ciepłym, naturalnym świetle kojarzy się mi przemiło, wręcz słodko. Jednak jak każdy cukier w nadmiarze szkodzi. Zbyt długa i intensywna ekspozycja na słońcu powoduje starzenie się skóry, utratę elastyczności, przesuszenie ale przede wszystkim raka skóry. W tym miejscu musimy powiedzieć sobie, że opalenizna to nie wakacyjna nagroda i ozdoba z muszelek. Brązowienie skóry to sposób obrony naszego organizmu przed promieniowaniem. Koloryt naskórka ciemnieje, ponieważ chce się chronić przed wnikaniem ultrapromieni pod skórę, poprzez pogrubienie warstwy melatoniny.
Nie ma jednak co demonizować. W umiarze słońce pobudza produkcję witaminy D odpowiedzialnej za budowę kości. Co więcej poprawia samopoczucie, więc kiedy już trafimy na plażę nie żałujmy kremu z filtrem. Smarujmy się minimum co półtorej godziny, nawet jeśli krem jest wodoodporny. Po kąpieli, nawet on częściowo traci na wartości, zwłaszcza gdy wytrzemy się ręcznikiem. Nie oszczędzajmy go, ponieważ taki krem na nic nam się nie przyda w przyszłym roku. Nierozpakowany krem jest ważny co prawda 3-4 lata, jednak po otwarciu potrafi stracić swoje właściwości nawet w 3 tygodnie. Niszczenie filtru w kremie przyspiesza wysoka temperatura i ekspozycja świetlna. Sam dobór filtru jest prosty. Im jaśniejsza skóra i cieplejszy klimat, tym wyższy powinien być filtr.
Krem z filtrem to nie wszystko, liczy się też profilaktyka. Przed sezonem warto zahartować się regularnym przyjmowaniem beta karotenu. Kiedy już przychodzi dzień wyjścia na plażę, w żadnym wypadku nie używajmy na skórę perfum, dezodorantów w sprayu czy innych mocno zapachowych kosmetyków. Zawarty w nich alkohol, jak i substancje zapachowe podrażniają skórę i prowadzą do przebarwień. Jeśli mimo takich zabezpieczeń, po kontakcie ze słońcem mamy zaczerwienienia lub przebarwienia, obwiniać możemy przyjmowane leki. Stosowanie antykoncepcji, kuracje hormonalne, a nawet przyjęcie tabletki przeciwbólowej trzy dni wcześniej, może skutkować zmianami na skórze.
Szczęście w nieszczęściu, że polskie lato nie dało nam zbyt wielu powodów do zmartwień. Nie wróciłam z urlopu brązowa jak heban, ale przynajmniej nie martwię się o żadne złośliwe choroby skóry. Poza tym na jasnej cerze – ewentualne – zmarszczki są mniej widoczne, a cera niekatowana słońcem w lecie, nie przejawia na jesieni tendencji do przetłuszczania się.